|
Planetę gnębi upiór globalnego ocieplenia. Według wielu naukowców wpływają na to głównie tak zwane gazy cieplarniane, które niestety towarzyszą przeważnie wytwarzaniu energii. Ciekawe rozwiązania problemu proponują inżynierowie z amsterdamskiego laboratorium, którego pracę przedstawia nasz reportaż.
Każde przekręcenie kluczyka w stacyjce, włączenie prądu lub ogrzewanie mieszkania wymaga użycia drogocennej energii. Jej uzyskiwanie w bardzo znacznej części wiąże się ze spalaniem. To pociąga za sobą wiele niechcianych efektów. Niektóre są natychmiast widoczne, inne są trudne do zauważenia. Jednak jest możliwe, co podkreśla część naukowców, że w ten sposób popychamy Ziemię w kierunku katastrofy. Rzecz jest związana z emisją najróżniejszych gazów powiększających efekt cieplarniany, wśród których najlepiej znany jest dwutlenek węgla. Nie bez winy są także inne tlenki: siarki i azotu. Zapewne nie zatopią naszej planety, ale to niewielkie pocieszenie. Skutecznie przyczyniają się do innego zjawiska stanowiącego wielkie zagrożenie ekologiczne – kwaśnego deszczu, który niszczy roślinność i może przyczyniać się do zagłady lasów. Mamy więc sporo powodów, żeby nie lubić tlenków, ale nie potrafimy zrezygnować z procesów spalania, które prowadzą do ich emisji. To oznacza, że należy szukać skutecznych metod ich unieszkodliwiania, wiązania i składowania. To wielkie pole do popisu dla inżynierii chemicznej, ale i niełatwy problem. Chodzi o to, by pozbywając się kłopotu, nie zmarnować większości energii, której uzyskanie zostało okupione emisją szkodliwych gazów. W Holandii nad tym zagadnieniem pracują laboratoria firmy Shell, która w ten sposób usiłuje osłabić skutki swej głównej działalności w przemyśle petrochemicznym.
|